|
"Cała
Polska czyta dzieciom"
Wojciech Tochman: "Cała Polska czyta dzieciom" - to tytuł kampanii,
którą w czerwcu inauguruje Pani fundacja. O co chodzi? Irena Koźmińska: -- Chcemy, by każde dziecko, bez względu na wiek, miało codzienny kontakt z książką. By był obok dziecka dorosły, który mu poczyta. Choćby 20 minut w ciągu dnia albo przed snem. Chcemy, by głośne czytanie w domu, w przedszkolu i w szkole stało się przyjemną rutyną. Przekonujemy rodziców, wychowawców i nauczycieli, że to, co dzisiaj zainwestują w moralny i intelektualny rozwój dziecka, zwróci się z nawiązką po piętnastu latach. Albo zemści, jeśli to zaniedbamy. Codzienne czytanie rozwija język, wzbogaca słownictwo, uczy umiejętności mówienia i słuchania, doskonali pamięć, kształtu-je wrażliwość moralną dziecka. Uczy myślenia, jest drogą do wiedzy i wykształcenia. W Polsce ludzie czytają mało. Tak, jesteśmy w ogonie krajów europejskich. Jeśli w przyszłości chcemy żyć w kraju mądrych i uczciwych polityków, kompetentnych urzędników, wykształconych nauczycieli, życzliwych lekarzy i kulturalnych sąsiadów - czytajmy dzieciom. Czy jedną kampanią w mediach uda nam się to wszystko osiągnąć? Kampania to początek. Namówić ludzi do czytania to zadanie na lata. Liczymy na pomoc dziennikarzy, nauczycieli, wydawców i wszystkich, którzy wierzą w sens czytania. Skąd pomysł na taką akcję? W 1995 roku, w Waszyngtonie, w poczekalni u dentysty przeglądałam czasopisma i trafiłam na artykuł o tym, że głośne czytanie jest inwestycją w rozwój dziecka. Mówił o tym Jim Trelease, grafik. Zaproszono go kiedyś do szkoły, żeby opowiedział dzieciom, jak tworzy. Po rozmowie zobaczył książkę na półce w klasie. I zapytał, kto ją czyta. I zamiast wyjść, zaczął z dziećmi rozmawiać o tej książce, bo akurat czytał ją swoim dzieciom. Czytał, bo i jemu kiedyś czytał ojciec. Pamiętał, jaką mu to sprawiało przyjemność. Po wizycie Trelease'a dzieci, które nie czytały tej książki, pognały do biblioteki. A on, zamiast robić kolejne prelekcje o grafice, zaczął mówić o czytaniu. Napisał broszurę, która krążyła wśród znajomych. Wreszcie trafiła w ręce dziennikarki z "New York Times". Ona ją wylansowała. Trelease napisał kolejne książki, które ja zaraz kupiłam. Dziś w Ameryce głośne czytanie to poważna dziedzina zgłębiana przez wielu badaczy. W "Podręczniku głośnego czytania" Trelease'a jest przykład chłopca, który urodził się z poważnym defektem mózgu. Lekarze wydali werdykt: nie będzie mówił, nie będzie chodził, człowiek-jarzyna. Rodzina czytała mu codziennie. Sadzali go w poduszkach, tak żeby widział książkę, żeby rozumiał, że to nie jest zwyczajne mówienie. Przez wiele tygodni nie było reakcji, aż po trzech miesiącach, nagle, chłopiec sięgnął po książkę sam. Potem codziennie otwierał ją w tym samym miejscu. Były to pierwsze symptomy pamięci. Po latach jako trzynastolatek chodził do normalnej szkoły. Nawet grał w baseball. Stało się tak dzięki wieloletniej stymulacji umysłu, dzięki czytaniu. Pani wierzy w cuda, które się stają dzięki czytaniu? To rzeczywiście graniczy z cudem. Jestem zaprzyjaźniona ze znakomitym amerykańskim neurochirurgiem - Benem Carsonem. Jego matka była niepiśmienną Murzynką. W wieku 13 lat wyszła za mąż i urodziła dwóch synów. Mąż ją szybko porzucił, bo sobie przypomniał, że ma inną rodzinę. Jej dzieci chodziły zaniedbane, brakowało pieniędzy na jedzenie. Chłopcy uczyli się źle. Ale ich matka wpadła kiedyś na genialny pomysł. Powiedziała: "Nie chcę, żebyście oglądali tyle telewizji. Możecie sobie wybrać dwa programy w tygodniu. I macie czytać dwie książki w tygodniu". Sama czytać nie potrafiła. Chłopcy czuli do matki szacunek, więc nie protestowali. Codziennie chodzili do czytelni. Ben ukończył podstawówkę jako prymus, choć jeszcze w piątej klasie był najgorszy. Po latach zdał do Yale i dziś jest szefem neurochirurgii dziecięcej w najlepszym amerykańskim szpitalu. Robi niezwykle trudne operacje, rozdzielił zrośnięte mózgami bliźnięta. Jest sławny i bogaty. Ale czy w Polsce takie cuda są możliwe? Wszędzie są możliwe, jeśli tylko dorośli zadbają, by dzieci kojarzyły czytanie z radością, a nie z obowiązkiem i nudą. Jak to zrobić? Codziennie głośno czytajmy swojemu dziecku. Głośne czytanie jest tak ważne, jak codzienne przytulanie dziecka i okazywanie mu miłości. Bywają rodzice, którzy nie mają pomysłu na to,jak spędzać z dzieckiem czas. ' Szczególnie ojcowie często tego nie wiedzą. A wspólne czytanie nas zbliża. Kiedy rodzic czyta, bierze dziecko na kolana, może je objąć. Warto dziecku pozwalać na zadawanie pytań, na wątpliwości, na powrót do poprzedniej strony, na rozmowę w trakcie czytania. Nie chodzi o to, żebyśmy robili wyścig "przeczytaliśmy sto książek!". Nie, czytajmy jedną nawet pięćdziesiąt razy, jeżeli dziecko ma taką psychiczną potrzebę. Ono się identyfikuje się z jakimiś postaciami, stara się przybliżyć do opisywanej w książce sytuacji, zrozumieć ją. Takie czytanie z dorosłym dziecko na pewno polubi, bo poczuje się ważne, kochane i coraz mądrzejsze. Książka już zawsze będzie mu się kojarzyć z radością i z bezpieczeństwem. Z porą dokonywania odkryć, przeżywania tajemnic i wzruszeń. Książka jest pokarmem nie tylko dla umysłu, ale i dla duszy. Daje możliwość przeżywania radości, zachwytu, fascynacji, lęku, złości i rozczarowania. Dziecko uczy się nie tylko nazywania tych emocji, ale i radzenia sobie z nimi. Dobra książka uczy, jak odróżniać dobro od zła, bo pokazuje konsekwencje dobrych i złych czynów. Przynosi wzorce pięknych postaw, takich jak altruizm, tolerancja i odwaga. Niekiedy pozwala nam przejść przez trudny czas. Pewna rudowłosa osoba opowiadała mi, że "Ania z Zielonego Wzgórza" dała jej nadzieję i pozwoliła przetrwać szykany w dzieciństwie. Kiedy zacząć czytać dziecku? Jak najwcześniej. Mówimy do dziecka od pierwszych dni jego życia. Dlaczego więc nie czytać już wtedy? Czytajmy niemowlęciu, trzymając je w ramionach, patrząc na nie z miłością. Czytając codziennie, zbudujemy trwałe skojarzenie czytania z czymś bezpiecznym i przyjemnym. Utrzymajmy rytuał głośnego czytania nawet wtedy, gdy dziecko już samo dobrze czyta. Może wystarczy nauczyć dziecko czytać jeszcze w przedszkolu, podsuwać odpowiednie książki, pogonić do czytania. I po kłopocie. Popychając je do czytania zbyt wcześnie, możemy osiągnąć skutek przeciwny. Są ambitni rodzice, którzy próbują nauczyć czytać czteroletnie dziecko. Są dumni, że już składa litery. Dzieci, które zaczęły czytać tak wcześnie, rzadko stają się czytelnikami na całe życie. Bo w ich wieku czytanie jest zbyt dużym wysiłkiem. Dziecko więcej rozumie, kiedy słucha, niż kiedy czyta. Zrozumienie tekstu słuchanego wyprzedza o dwa - trzy lata zrozumienie tekstu przy samodzielnym czytaniu. Dlatego warto czytać dziecku, kiedy ono już umie czytać. Ja, kiedy dowiedziałam się, jak ważne jest głośne czytanie, zaczęłam znowu czytać mojej córce, która miała 12 lat. Zaproponowałam jej "Faraona", bo wiedziałam, że sama przez niego nie przebrnęła. Najpierw się ociągała, pytała: "Po co?". A potem czytaliśmy książki codziennie całą rodziną. Zwykle czytał mój mąż. Czytaliśmy razem, jeszcze gdy dziecko miało 16 lat! Ostatnie nasze wspólne wakacje spędziliśmy z "Nędznikami". Wydaje mi się, że wielu rodziców nie wie, o czym myślą ich dzieci. Czym żyją, jakie są ich zainteresowania, jakiej muzyki słuchają, jakie filmy oglądają. Rozjeżdżają się nasze drogi. A kiedy z dorastającym dzieckim coś wspólnie czytamy, wciąż mamy tematy do dyskusji. Wciąż jesteśmy razem. Załóżmy, że rodzice w Polsce już wiedzą, jak czytanie jest ważne. Ale czy jest Pani pewna, że potrafią głośno płynnie czytać? Jeśli będziemy czytać codziennie, szybko nabierzemy wprawy. Czy każdy polski rodzic ma pieniądze na książkę? Są biblioteki. Czy wszyscy polscy rodzice wiedzą, jaką książkę wybrać? Wierzę, że bibliotekarka chętnie doradzi, kiedy zobaczy ojca albo mamę, którzy przyszli po odpowiednią książkę dla dziecka. Czytanie jest proste i bezpłatne. Potrzeba jedynie woli. Ale jak mieć wolę, kiedy tata z mamą są zaganiani. Trzeba zarobić, dać jeść, polecieć na pocztę zapłacić rachunki, posprzątać, uprać... Sprzątanie jest mniej ważne niż czytanie dziecku. Czytanie to witamina dla umysłu i dla psychiki. Irena Koźmińska - żona ambasadora RP w USA w latach 1994-2000. Jest założycielką i prezesem fundacji ABC XXI - Program Zdrowia Emocjonalnego. Misją fundacji jest wspieranie zdrowia psychicznego, umysłowego i moralnego dzieci i młodzieży poprzez edukację i lobbing. Dwa lata temu fundacja zorganizowała w Warszawie głośną konferencję "Jak kochać dziecko - nowe odkrycia psychologii" Książki do głośnego czytania dzieciom.
Rekomendacje fundacji Ireny Koźmińskiej
Wiek 0 - 4 LATAJan Brzechwa "Brzechwa dzieciom"; Julian Tuwim "Wiersze dla dzieci"; Kornel Makuszyński "Awantury i wybryki małej małpki Fiki Miki"; antologie "Błękitne dobranocki"; Wanda Chotomska "Wiersze"; L. J. Kern "Cztery łapy" Wiek 4 - 6 LAT Julia Duszyńska "Cudaczek--Wyśmiewaczek"; A. A. Milne "Kubuś Puchatek"; Teresa Przybyłowska "Alfred i dobroduszny smok"; Johanna Spyri "Heidi"; Tadeusz Kubiak "Śmiejmy się" Wiek 6 - 10 lat Mira Lobbe "Babcia na jabłoni"; Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn" Sempe; Goscinny "Mikołajki"; Eric Knight "Lassie, wróć"; C. S. Lewis, seria: "Opowieści z Narni"; Kornel Makuszyński "Szatan z siódmej klasy" Wiek 10 - 12 lat L. M. Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza"; Juliusz Verne "Tajemnicza wyspa" Małgorzata Musierowicz "Szósta klepka" Aleksander Dumas "Hrabia Monte Christo" Karol May "Winnetou" Wiek 12 - 14 lat Harper Lee "Zabić drozda"; Herman Melville "Moby Dick" Melchior Wańkowicz "Ziele na kraterze" |