Miejska Biblioteka Publiczna im. A. Cieszkowskiego w Węgrowie

w ramach IV Węgrowskiej Brzechwiady Literackiej dla dzieci

o g ł a s z a

Powiatowy Konkurs Literacki
na dokończenie opowiadania
autorstwa Marii Czernik pt.: ,,Liczydła''.



    Uczestnikami konkursu mogą być uczniowie kl. IV-VI szkół podstawowych.
    Każdy uczestnik musi samodzielnie napisać dalszy ciąg opowiadania załączonego do regulaminu.
    Prace należy złożyć w Miejskiej Bibliotece w Węgrowie do dnia 10 maja 2009r.
Prace będą oceniane przez samą pisarkę.


    Najlepsze prace będą zaprezentowane podczas finału Brzechwiada i spotkaniu autorskim z pisarką dla dzieci, organizowanej przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Węgrowie około dn. 28 maja 2009r. (o zmianach poinformujemy).



NA ZWYCIĘZCÓW CZEKAJA NAGRODY KSIĄŻKOWE !



Liczydła


    Dawno, dawno temu, no może nie tak dawno jak wtedy, gdy bajki  działy się za górami i za lasami, ale naprawdę dawno, kiedy Wasi rodzice byli jeszcze małymi dziećmi, wydarzyła się ta historia.

- Jeden! Dwa! Trzy!
– Łachet! Tnien! Tlate!
 
    Z ogrodu dobiegały pokrzykiwania dwóch chłopców. To Marcin uczył Adnana liczyć po polsku, a Adnan Marcina po arabsku.
    Siedzieli na huśtawce pod palmą daktylową i machali nogami.

- Cztery! Pięć! Sześć!
- Arba! Hamsa! Sitte!

    Na palcach pokazywali sobie kolejne cyfry.

    Marcin przyjechał z mamą i siostrą na wakacje do Iraku, gdzie pracował jego tata. Zamieszkali w brązowym domku z zielonym ogródkiem, otoczonym niewysokim murkiem.

    Kiedy rodzice wygrzewali się na słońcu w ogrodzie,a dzieci próbowały zerwać owoc granatu - czerwoną kulę wiszącą na gałęzi niskiego drzewa - nad murkiem pojawiła się czarna główka. A potem jeszcze jedna. I jeszcze jedna...

    Tych czarnowłosych główek było sześć. Sześć par roześmianych brązowych oczu na śniadych buźkach obserwowało nowych lokatorów brązowego domku w zielonym ogrodzie.

    Za murem zielonego ogrodu mieszkała arabska rodzina. Tata Hamez i mama Saaba ze swoimi dziećmi. Dwoma chłopcami i czterema dziewczynkami. Wszystkie dzieci chodziły już do szkoły. Najmłodszy chłopiec, Adnan, był o rok młodszy od Marcina, choć tak jak Marcin chodził do pierwszej klasy. Bo w Iraku dzieci rozpoczynają naukę mając sześć lat.

    A więc Marcin z Adnanem uczyli się liczyć. Jeden po polsku, drugi po arabsku.

- Siedem! Osiem! Dziewięć! Dziesięć!
- Seba! Tamania! Tysa! Aszra! - przekrzykiwali się nawzajem i patykiem rysowali na ziemi cyfry. Te arabskie, pisane przez Adnana były zupełnie niepodobne do tych, które pisał Marcin

    Nagle Adnan poderwał się z huśtawki, wdrapał zwinnie na palmę po jej „schodkowanym” pniu i zerwał kiść dojrzałych daktyli. Teraz nauka szła im łatwiej. Liczyli daktyle, które zjedli.

- Żged? - pytał po arabsku Adnan Marcina, ile zjadł.
- Pięć, hamsa - odpowiadał Marcin.
- Ile? Żged? - pytał Marcin Adnana.
- Hamsa, pies - odpowiadał Adnan, łamiąc sobie język, gdy próbował prawidłowo wymówić polskie pięć.

    I wtedy rozległo się walenie w metalową bramę ogrodu. Brama była tylko przymknięta. Marcin ze strachem spojrzał w tamtą stronę. [...]

usłyszeli jeszcze jedno uderzenie, brama się otworzyła i ...........

Kto wszedł do ogrodu?  Co działo się dalej w tej bajce-niebajce?