Dolina Dzięciołka

Miejsce magiczne

Modne stało się ostatnio nazywanie takich miejsc — magicznymi. Jest jednak prawdą, iż są miejsca, które otacza magiczna aura. Dolina Dzięciołka pod Czaplowizną do nich na pewno należy.
Rzeczki i strugi całej tej rozległej okolicy mają wyjątkowo sym­patyczne nazwy. Jest więc Bojewka, zwana Zbożową Strugą, jest Wielącza i Ugoszcz, jest Wilżanka oraz właśnie płynący przez Czaplowiznę Dzięciołek. Ta wąziutka struga w niektóre lata niemal wysycha, a w inne rozlewa szeroko na łąki, od wsi ciągnące się ku południowi i okolone lasem. Droga w głąb łąk nad Dzięciołkiem zaczyna się nieco na zachód od mostu, koło zagród przy znako­wanym szlaku; wędrówka tą drogą ma wiele uroku.
Krajobraz tutejszy jest wyjątkowo harmonijnie ukształtowany. Jest to również znakomity przykład dobrej architektury krajo­brazu. Elementy antropogeniczne są niemal naturalnie wkompo­nowane w dziką przyrodę. Tradycyjna, wielowiekowa gospodarka człowieka, ukształtowała pejzaż o charakterze parkowym i bardzo dużych walorach estetycznych. I to mimo tego, że teren wcale intensywnie jest użytkowany, bowiem łąki kosi się i wypasa, a otaczające je lasy są eksploatowane. Przybywający tu miesz­czuch może nieźle wypocząć, bo czuje się swojsko. Jednocześnie, i to jest najbardziej zadziwiające, doskonale czują się tutaj dzikie zwierzęta.

Gody myszołowów*
O szarówce świtu i zmierzchu można czasami dostrzec łosie wędrujące pod lasem. W początkach maja białym, silnie pach­nącym kwieciem pokrywają się krzewy czeremchy zwyczajnej nad strugą i przy drodze. Jesienią płoną czerwienią oryginalnego kształtu owoce trzmieliny pospolitej, która rośnie na obrzeżach polany.
Od wczesnej wiosny do pełni lata otoczenie doliny Dzięciołka zamienia się w królestwo wiel­kich ptaków. Już przy końcu zimy rozpoczynają się nad łąkami godowe loty kruków. Kruki widuje się tu zresztą przez cały rok. O przedwiośniu o samice walczą samce my­szołowów. Staczają czasem boje o gniazdo z krukami, a niekiedy z jastrzębiami. Myszołów rozpina skrzydła na ponad półtora me­tra. Jest łatwy do obserwacji, lubi wzlatywać wysoko w niebo, bar­dzo często z piskliwym krzykiem, obezwładniającym potencjalne ofiary. Jastrząb jest bardziej skryty. Na niebie pojawia się rzadko, chętniej przemyka nisko, nad koronami drzew. Samica jest znacz­nie większa od samca. Niekiedy można też ujrzeć mniejszego od tamtych dwóch drapieżnika: sokoła pustułkę.
Około południa w dnie szczególnie pogodne, wykorzystując korzystne o tej porze prądy powietrzne, pojawiają się na nie­boskłonie, często tylko dla samej przyjemności latania, wielkie puszczańskie ptaki. To czarne bociany — kryjący się zazwyczaj po lasach i bardzo płochliwi krewniacy pospolitego bociana białego. Bocian czarny od wielu lat ma w tym rejonie gniazdo, nadspodzie­wanie blisko uczęszczanej drogi, jednak doskonale przed ludźmi ukryte i izolowane bagnami.
Wszystkie te zwierzęta są żywymi pomnikami przyrody, wobec których człowiek staje pełen zdumienia i podziwu. Dlatego, że istnieją i że są tak wspaniałe. Że są tutaj, tak blisko ludzkich sadyb i szlaków, że ich obecność tak bardzo wzbogaca ziemię, po której i my stąpamy. Dwa szczególnie gatunki mające tutaj swoje ostoje i mateczniki decydują o tym, że Puszcza Kamieniecka wciąż zasługuje na miano puszczy. Jeden jest ptakiem, a drugi ssakiem. Są to zwierzęta królewskie — żuraw i łoś.


Klangor i fanfary


W końcu marca i w początkach kwietnia zewsząd słychać fanfary żurawiowe, zwłaszcza o świtaniu i przy zachodzącym słońcu, gdy ptaki witają i żegnają dzień. Czasem, gdy ma się szczęście, można je zobaczyć, jak żerują pod lasem lub przelatują z jednego krańca okolicy w drugi. Koło Czaplowizny zakładają gniazda co najmniej trzy pary żurawi, a w bardziej mokrych latach liczba ta dwukrotnie wzrasta. Jedno z gniazd od wielu już lat znajduje się bardzo blisko linii kolejowej i peronów przystanku w Topo­rze. Jest żuraw ptakiem bardzo płochliwym. Mimo że przywykł do życia w sąsiedztwie ludzkich sadyb i czasem, zwłaszcza zaraz po przylocie w końcu marca, poszukuje pędraków w bruzdach uprawnych pól, blisko podejść się nie daje i bez lornetki obser­wować go trudno.
Żuraw jest ptakiem bagien i torfowisk, żyjącym w wilgot­nych lasach, zwłaszcza w za­lewanych wodą olszynach. Jest elegancki i ma wytworne ru­chy. Większy od bociana, popielato ubarwiony, z nie­wielką czerwoną czapeczką na głowie i efektownym pióropu­szem ogona, widocznym, gdy ptak chodzi po ziemi. Praw­dziwie wielkim przeżyciem jest jednak nie tyle samo ujrzenie żurawia, co obejrzenie niezwykłego spektaklu jego tańców godowych, a to udaje się bardzo, bardzo rzadko. Najpiękniejszy opis takiego tańca zawdzięczamy szwedz­kiej pisarce Selmie Lagerlof i jej Cudownej podróży: „Była to niby gra szarych cieni, którą oko zaledwie śledzić zdołało. Tak jakby nauczyły się jej od mgieł unoszących się nad
bagnami... Taniec ten miał w sobie pewną dzikość, tylko że uczuciem, które dzikość ta wzbudzała, była czarowna tęsknota".
__
„Wśród ludu krąży wiele podań na temat tańca żurawi — pisał prof .Jan Sokołowski. —Istotnie, w chwilach podniecenia i w poczuciu nadmiaru sił ptaki wykonują jakby taneczne ruchy, bie­gają dokoła z rozpostartymi skrzydłami, skaczą wysoko w prawo i w lewo, biorą w dziób pęki trawy i podrzucają w powietrze, przy­stają nagle i wytrząsają pióra, albo podbiegają do siebie, dziobią się lub uderzają nogami. Czasami żuraw, jak gdyby w nadmia­rze dobrego humoru, atakuje w ten sposób krzew lub kępę trawy. Skoro jeden rozpocznie tego rodzaju pląsy, podniecenie udziela się innym i kilkanaście ptaków tańczy jednocześnie".
Najczęściej widuje się żurawie w czasie lotu i widok ten na­pawa radością miłośnika przyrody. W dzisiejszych czasach żura­wie w Polsce są rzadkością, wyjąwszy tylko niektóre regiony. Zmeliorowano bagna, wycięto lasy, mniej zostało terenów, na których lubią bytować. Jest ich w Polsce najwyżej tysiąc par, naj­pewniej jednak nieco mniej. Na Mazowszu występują w kilku miejscach, m.in. na bagnach Puszczy Kampinoskiej i w Puszczy Zielonej, a kilkanaście gniazd mają w puszczach nadbuzanskich: w Kamienieckiej koło Sądownego, Czaplowizny, Jerzysk, Fidestu oraz w Białej pod Tuchlinem, Porębą, Pecynką i Obrytem.
W przeszłości chętnie żurawie łowiono i strzelano do nich. Pierze na czapkę, a mięso do stołu, żuraw pożytki te daje po­społu" — mawiano. W opisach łowieckich przygód z okresu międzywojennego można wyczytać i taką historię, jak pewien pan przy śniadaniu usłyszał klangor i przerywając na moment kon­sumpcję, zdołał chybko broń nabić i zestrzelić lecącego żurawia Szczęściem dzisiaj są żurawie ptakami chronionymi i myśliwych przestały interesować.
Głos żurawia można usłyszeć dość często. Jest donośny, mesie się nawet na dwa kilometry! Żurawie odzywają się na ogół tylko wczesną wiosną. Od chwili, gdy siądą na jajach, milkną niemal zupełnie. W czasie lotu wydają tzw. klangor, „który trudno opisać lub uzmysłowić temu, kto go jeszcze nie słyszał". Innym rodzajem głosu są fanfary, krótkie i wysokie tony, zazwyczaj ostrzegające. Korzystają z tego inne gatunki zwierząt. Gdy żuraw zachowuje się spokojnie, one również czują się bezpieczne.
Fanfary bywają też rodzajem hejnału, którym żurawie dzień witają o świcie i żegnają o zachodzie słońca. Wiele osób czułych na wdzięki przyrody specjalnie przed świtem przychodzi w miejsca znane z bytowania żurawi , aby obejrzeć słońce wstające na horyzoncie wśród porannych mgiełek i posłuchać żurawinowego hejnału…

Władca bagien i trzęsawisk

W tych puszczańskich okolicach, po obu stronach doliny Dzięciołka, ciągną się na torfowiskach wilgotne i bagienne bory so­snowe i przepastne oparzeliska, zalewane wodą olsy oraz pod­mokłe brzeziny. Właśnie one są jedną z najlepszych ostoi łosio­wych w nadbużańskich puszczach.
Łoś jest zwierzęciem królewskim. Bohaterka powieści Jana Edwarda Kucharskiego Dwa brzegi rzeki mówiła o nim, iż jest za wielki na dzisiaj, niezrozumiały, przedpotopowy. To prawda, widok łosia w naturze pozostawia niezatarte wrażenie i długo nie można o nim zapomnieć. Na Mazowszu jest łosi wcale niemało. Żyją przede wszystkim w Kampinoskim Parku Narodowym, ale również w Puszczy Białej i Kamienieckiej oraz w innych lasach mazowieckich.
Łoś jest prawdziwym władcą bagien i trzęsawisk, najpotężniej­szym obok żubra ze zwierząt polskich. Jako taki bywał przedsta­wiany w malarstwie, choćby na płótnach Juliana Fałata. Ostatnio stał się jakby mniej wybredny i przebywa również w suchszych środowiskach. W literaturze występuje często w opisach przy­rody, zwłaszcza w tych, które tyczą czasów zamierzchłych, pia­stowskich, kojarzących się z pierwotnością, gdy człowiek i przy­roda stanowili jedność. „Legający ospale w trzęsawisku łoś po­derwał się z nagła, aż chlupnęło błoto... Łoś podniósł niezdarny, rosochaty łeb, węsząc podejrzliwie, a choć wiatr nie przyniósł mu z głębi boru żadnego ostrzeżenia, ruszył zwolna... W puszczy zaległa ponownie cisza, tylko gdzieś w pobliżu trzasnęło boleśnie drzewo podcięte przez bobry i plusnęło z hałasem do rzeki... Za czym znów wszystko ucichło". Tak zaczyna swój Nieznany kraj Zofia. Kossak, opisując nadodrzańską pograniczną puszczę, ota­czającą miejsce spotkania Bolesława Chrobrego z cesarzem Ot­tonem w roku 1015. Zwierzę występuje tu jako element niemal baśniowy, w roli dekoracji podniesionej do rangi aktora. W tej samej puszczy „na młakach i smogorach pląsają o zmierzchu wiły rudowłose, zielone, uszate, oślizłe utopce siedzą w bagnie... dziwobaby włóczą się między paprocią".
Na zachodzie Europy już w średniowieczu był łoś zwierzęciem rzadkim. Na ziemiach polskich zaliczano go do zwierzyny za­strzeżonej. Książęta, nadając przywileje wsiom i właścicielom dóbr, zawsze zachowywali dla siebie wyłączne prawo polowań na łosie. W księgach sądowych z wieku XV można odnaleźć liczne wzmianki tyczące procesów o bezprawne upolowanie łosia. W I Statucie Litewskim nawiązka ustalona za zabicie łosia była niezwyczajnie wysoka.
Do najstarszych polskich pism należy wciąż wydawany „Sylwan". W jednym z pierwszych swoich numerów ów „dziennik nauk leśnych i myśliwych" pomieścił obszerny materiał o łosiach. „Przywiązane do niepodległości i nieznając sztuki utrzymania między sobą nierówności, niewoli od swoich nieobawiają się, z samym tylko człowiekiem i drapieżnymi zwierzęty wojnę pro­wadzić są zniewolone. Ze zwierzętami mogą mierzyć się siłami, znają ich wszystkie wybiegi i podstępy, zgadulą zamiary, odwracają zamachy. Ale cóż poczną z człowiekiem, który umie je znaleźć nie widząc, potrafi dopędzić nieścigając i niezbliżywszy się pokonać? Niedziw więc, że tak troskliwie jego unikają widoku, że dobywją całych sił swego przemysłu na ustrzeżenie się od śmierci, lub żeby nie stracić tej wolności...".
Przez stulecia był łoś godnym celem myśliwych i obiektem kłusowniczych zapałów. „Mało jest zwierząt w przyrodzeniu, z którychby człowiek miał tyle korzyści, jak z łosi — pisał tenże «Sylwan» przed stu siedemdziesięciu laty. — Jego mięso bardzo zdrowy, smaczny i posilny daje pokarm. Jego ścięgna zamiast nici do zszywania rzemieni służyć mogą. Jego łój daje piękne świece, i nawet do golących maści używa się. Jego sierść, która zdaje się być dosyć sprężysta, do materaców, kanap, krzeseł przyda się lepiej od bydlęcej. Róg z jego głowy używa się na trzonki do nożów, kordelasów, kość zastąpić może kość słoniową, bo się zbliża do niej co do delikatności i białości, której nigdy nie traci. Zamszowe skóry łosiowe rozciągają się pod prześcieradłem na pościeli, które wielce wygadzają  osobom rannym, przymuszo­nym na długi czas w łożu w jednem położeniu zostawać".
Łoś jest potężnym zwierzęciem. Dorosły samiec w kłębie osiąga wysokość 190 cm, a długość jego ciała może przekroczyć dwa i pół metra. Waga łosi w Polsce sięga 400 kg, ale żyjące za Atlantykiem łosie alaskańskie są znacznie potężniejsze. Zo­baczyć łosia w lesie nie jest łatwo, bowiem we dnie zwierzęta przebywają ukryte w swoich ostojach, pośród bagien i trzęsawisk. Łatwiej go ujrzeć przypadkowo w czasie wędrówek. Łosie lubią wędrować i muszą wędrować, gdyż leży to w ich naturze. Autor tych słów widział kiedyś młodego łosia tkwiącego na trawniku pośród skrzyżowania szos w Kazuniu. Samochody mknęły jeden za drugim, dzień był w pełni, a zwierzę stało nieporuszone.
W czasie pierwszej wojny światowej łosie na ziemiach pol­skich wytrzebiono tak mocno, iż pozostało ich zaledwie nieco ponad pół setki. A były przecież wtedy w naszych granicach tak przydatne dla łosia tereny, jak pełne lasów, bagien i moczarów Polesie. W ciągu dwudziestolecia międzywojennego z niespełna setki łosi zrobiło się blisko półtora tysiąca. Przyszła jednak wojna druga i znów trzeba było zaczynać od początku. Przetrwało ją tylko dwanaście łosi, najwięcej w bagnach Biebrzy.
Restytucja łosia, bo tak się to fachowo nazywa, jest niewąt­pliwie ogromnym sukcesem polskiej ochrony przyrody, cho­ciaż pozostaje w cieniu rozgłosu otaczającego żubry. Zaczęto od objęcia łosia ochroną gatunkową. Importowano także kilka sztuk zza wschodniej granicy i ze Szwecji. Tym razem liczba zwierząt nie wzrastała tak szybko jak w okresie międzywojennym, czemu trudno się dziwić, jako że najlepsze biotopy łosiowe pozo­stały poza granicami kraju. Niemniej niebawem było już w Pol­sce łosi tyle, iż ochrona gatunkowa przestała być potrzebna. Łoś znalazł się na liście zwierząt łownych, z okresem ochron­nym zrazu całorocznym, później obejmującym dziewięć miesięcy w roku.
Obecnie jest u nas kilka tysięcy łosi. To wiele, lecz trzeba wiedzieć, że w takiej Szwecji jest ich kilkaset tysięcy, a co roku strzela się tam sto trzydzieści tysięcy osobników. W Polsce łoś jest najczęściej kojarzony z podwarszawskim Kampinoskim Par­kiem Narodowym, któremu służy za zwierzę herbowe. W Puszczy Kampinoskiej łosie wyginęły już na przełomie XIX i XX w. W roku 1951 sprowadzono tu pięć łosi spod Orszy, z Witebszczyzny i Polesia. Umieszczono je zrazu w specjalnie wybudowanej dużej zagrodzie, a w osiem lat później rozebrano ogrodzenie rezerwatu który spełnił swoje zadanie. Łosie zostały stałymi mieszkańcami Puszczy Kampinoskiej, a następnie rozeszły się po całe Polsce.
Do puszcz nadbużańskich łosie przybyły po dziesięcioleciach nieobecności w połowie lat sześćdziesiątych XX w., jednak raczę ze wschodu, znad Biebrzy, a nie z Puszczy Kampinoskiej. Natomiast jeden z łosi kampinoskich zawędrował kiedyś zimą na dach schroniska nad Morskim Okiem w Tatrach. Widziano je w Czeskim Lesie na granicy Czech i Niemiec. Pod Warszawą łosie są dzisiaj wcale pospolite, podmiejskie osiedla odwiedzały wielo krotnie, sporo kłopotu przysparzając sobie i ludziom. Naukowcy prześledzili szlaki migracji łosi w Polsce. Wiele przemawia za tym, iż zwierzęta wędrują wzdłuż doliny bużańskiej, swymi prastarymi szlakami prowadzącymi na zachód Europy. Gnane odwiecznym instynktem, ruszają łosie w daleką wędrówkę która niestety w obecnej dobie już nie prowadzi do szczęśliwej krainy.
Czy można spotkać się z łosiami? Przeciętny człowiek może je zobaczyć raczej tylko przypadkowo. Częściej spotkamy łosiowe tropy i ślady żerowania: złamane gałązki, ogryzione końcówki pędów sosnowych oraz „spałowane", czyli ogryzione z kory drzewka liściaste i iglaste. Na spotkanie z łosiem należy wyruszać samotnie, z lornetką i pieszo, w bezlistnych porach roku najlepiej o szarówce poranka lub zmierzchu, kiedy nad łąkami i lasami zalega mgiełka, rozmleczniająca otoczenie, nadająca krajobrazowi delikatność i miękkość. Wtedy w okolicach ostoi łosiowych kręci się niewielu ludzi i zwierzęta czują się bezpieczniej. Nie trzeba zagłębiać się w gąszcze. Wystarczy stanąć choćby m skrzyżowaniu dróg, na przykład w okolicach Kuźniarek lub Czaplowizny, i czekać cierpliwie, nawet kilka godzin. Bywa, że trzeba w to miejsce powracać przez kilka dni. Podglądanie cudów przy­rody uczy cierpliwości. A łosie do cudów mazowieckiej przyrody zaliczają się bez wątpienia.

Trasa główna: Czaplowizna - Jerzyska

   Z Czaplowizny przez Chomąta do węzła szlaków w dolince Strugi pod Jerzyskami {8,1;km) Od węzła szlaków w Czaplowiznie szlak czerwony  żółty prowadzą  razem ku zachodowi. Po 900 m żółty skręca na lewo, ku przystankowi PKP Topór(trasa Bc). Za znakami czerwonymi prosto, przez prywatny las. Sporo, rozgałęzień , trzeba pllnie baczyć na znaki. Po 1km  , za grzbietem wydmy w uroczysku Chomąta, skręcamy na prawo, ku zachodowi, bez wyraźnej drogi, a póżniej drogą do wydmy Chomickiej Góry. U jej podnórza w lewo, skrajem mokradeł uroczyska Wieśle. Przy Kopanej Górze ( 5,3 km) osiągamy lokalną szose z Łochowa przez Brzuzę do Sadownego.
Szosą ku północy 1,5 km do przystanku autobusowego w Brzuzie; codzienie po godz. 16 kurs do centrum Warszawy.
Szlak skręca w prawo szosą i zaraz potem w lewo, wśród pól i zagajników do lasu. Idziemy u podnórza wydm, mozaikowanym terenem( bory, olszynki i łączki), potem południowym brzegiem kanaliku, od poprzecznej drogi brzegiem północnym, na kaniec skrajem pól i lasu do węzła szlaków „ Dolinka Strugi pod Jerzyskami „ ( 2,8 km ), w lesie na północ od wsi Jerzyska i osiedla domków letniskowych.