Letniskowy Liwiec
Woda przyjemna i lasy wokoło, czyż czegoś jeszcze trzeba? Liwiec jest obok Świdra synonimem podwarszawskiego wypoczynku. Któż nad ich brzegi nie przyjeżdżał na letnisko! Liwiec jest lewobrzeżnym dopływem Bugu. Zaczyna się na wysokości około 161 m w okolicach Łosic, płynie w pobliżu Siedlec, obok Liwu i Węgrowa, a po niemal 120 km biegu uchodzi do Bugu tutaj właśnie, koło Kamieńczyka, na wysokości 85 m n.p.m. Nazwa pochodzi od wierzby iwy, gwarowo zwanej liwą. Dawniej tak właśnie brzmiała — Iwiec. Warto więc o przedwiośniu poszukać wzrokiem rosnących nad brzegami rzeki krzewów iwy, na których bezlistnych jeszcze gałązkach masowo pojawiają się srebrzyste kotki. Gałązki iwy często są sprzedawane w miastach jako pierwsze zwiastuny wiosny. Dolny odcinek Liwca, od Urli po Kamieńczyk, od wielu lat cieszy się renomą rzeki doskonałej do celów rekreacyjnych. Jego koryto jest tutaj płytkie, dno piaszczyste, brzegi albo niskie, z przyjemnymi plażami, albo tworzące niewielkie, urwiste klify. Nad rzeką zagajniki, nieco dalej od niej poważniejsze lasy. Z Warszawy stosunkowo blisko. Czegóż więcej trzeba do szczęścia? W pogodne weekendy i latem zaludniają się więc bardzo liczne domki, domy i wille letniskowe rozłożone nad brzegami rzeki, a także w dalszej odległości: w Kamieńczyku, Świniotopie, Halinie, Pustych Łąkach, Nadliwiu, Strachowie i Urlach na zachodnim brzegu rzeki, w Nadkolu, Koszelance, Gniazdowie, Julinie i Barchowie na wschodnim. Tu i tam pozostały jeszcze domy stałych mieszkańców tych wiosek, lecz nikną pośród masy letnich rezydencji mieszczuchów. Wielka kariera nadliwieckich letnisk zaczęła się na dobre po odzyskaniu niepodległości. Wtedy właśnie, z wdzięczności za dokonania w muzyce i polityce, społeczeństwo polskie ofiarowało Ignacemu Paderewskiemu (1860-1941) zbudowany w 1910 roku pałacyk w Julinie. Był to jeden z bardzo licznych darów, jakie otrzymał ten wielki Polak. Pałacyk nadal stoi, a legenda Paderewskiego jest tu wciąż żywa, chociaż nie ma pewności, czy on sam kiedykolwiek zjawił się nad Liwcem. Bywała natomiast jego żona Helena, która w roku 1924 spowodowała otwarcie w Julinie szkoły i przez trzy lata finansowała mieszkanie i wyżywienie trójki nauczycieli. W niedalekim Gniazdowie uwił przed wielu laty swoje gniazdo wspaniały rysownik, znawca militariów i gawędziarz nie byle jaki — Szymon Kobyliński (zm. 2001). W roku 1930 na łamach krajoznawczego czasopisma „Ziemia" z zachwytem opisywał urodę nadliwieckiej Koszelanki Tadeusz Cieślewski (syn). Rosły wtedy nad rzeką „stare bory sosnowe, gęsto przetykane grabami i dębami, pełne tajemniczych jeziorek, podszyte jałowcem i paprocią, usłane mchami i borówkami... Wąskim tylko pasem złociły się pola i kwieciły łąki, obrzeżone piachami, dźwiganymi to tu, to ówdzie przez szeroko rozlany Liwiec. Koszelanka była samodzielnym, odciętym od świata zakątkiem...". Nadliwie, zanim stało się miejscowością wczasową, zwało się Strachowskimi Górami. Przyjechali tu kiedyś na swoich rowerach warszawscy cykliści, obejrzeli okolicę i zachwycili się nią. „Już z dawna w gronie kolegów po kole, na Dynasach, kiełkowała myśl zakupienia «piasków i lasków» na jakieś zbiorowe letnisko" — pisał w okresie międzywojennym jego współzałożyciel Jan Rudnicki. Wkrótce postawiono kilkanaście domków, wybudowano kort tenisowy i obsadzono dębami drogę ku rzece (biegnie nią dzisiaj żółty szlak turystyczny). Nazwa nawiązywała do Zaliwia, położonego po drugiej stronie Urli. Letnisko miało swoich stałych gości. Przed drugą wojną światową, a i po niej przyjeżdżał latem do Nadliwia Melchior Wańkowicz (1892-1974), znakomity publicysta, niezrównany autor reportaży i gawęd, jedna z najbarwniejszych postaci polskiej literatury. Bywał tu z żoną, a po jej śmierci z gospodynią, panią Martą, jedną z bohaterek Ziela na kraterze, oraz z sekretarką. Położony na wydmowym zboczu dom „otulony szczelnie zielonością, piętrowy, z akacjami zaglądającymi do okien, nosił ślady dawnej urody i dbałości. (...) Po śniadaniu zaczynała się praca. O jedenastej słychać było pogwizdywanie listonosza, który przyjeżdżał na rowerze: — Panie Wańkowicz, ja w życiu tyle listów nikomu nie woziłem, pan musi być ważny facet".31 W Nadliwiu mieszkał także i tworzył Stanisław Grochowiak (1934-1976), ceniony poeta, prozaik i dramatopisarz, w którego utworach „realizm szczegółów, nie unikający ukazywania brutalnych i odrażających stron życia, zespalał się z problematyką eschatologiczną i psychologiczną".32 Jego dom stoi nadal, znajduje się w nim galeria obrazów Marii Sołtyk, towarzyszki życia poety. W tym samym czasie rozpoczął karierę letniskową Halin. W miejscowym majątku prowadzono przed wojną wykwintny pensjonat. W starym i zdziczałym dzisiaj parku krajobrazowym o powierzchni 3,7 ha rosną dorodne lipy, graby, wiązy, klony, modrzewie i sosny, a w warstwie krzewów kruszyna, leszczyna, lilak, śnieguliczka i złotokap. Jest tu zabytkowa aleja jesionowa prowadząca w stronę Liwca i siedem drzew uznanych za pomniki przyrody: trzy dęby szypułkowe, buk pospolity, brzoza brodawkowata, klon srebrzysty i świerk pospolity. Na tyłach parku stoi „wciśnięty w zieleń, typowy polski dworek: biały, drewniany, na podmurowaniu, z dachem naczółkowym nakrytym czerwoną dachówką (...), z tradycyjnymi kolumienkami, które wspierają ganek opleciony winoroślą. Wokół rozciąga się zadbany ogród, a tujowa aleja prowadzi ku szosie. Jest to także pozostałość dawnego majątku, dziś tylko parę hektarów. Dworek wiąże się z romantyczną historią. Przed pierwszą wojną światową wybudował go carski generał dla swojej ukochanej, tworząc przytulne gniazdko, gdzie miłość mogła skryć się od świata. Dworek przechodził w różne ręce. W roku 1926 zakupił go wyższy urzędnik ministerialny, a po dalszych trzydziestu nabyła go rodzina Hagmajerów z Warszawy".33 Od roku 1953 majątek w Halinie był własnością Stowarzyszenia PAX, obecnie Civitas Christiana. Mieści się tutaj całoroczny pensjonat, który latem w części służy koloniom dla dzieci. Na północ od Halina leży Świniotop, który swoją nazwę zawdzięcza podobno piaskom tak okrutnym, iż świnie się w nich topiły. Dzisiaj w piachu toną samochody letników. Jest tu kwatera agroturystyczna, konie pod wierzch i kilka innych tego rodzaju atrakcji. Na wyspie na Liwcu odbywają się spotkania rajdowe studenterii warszawskiej. Skok w bok: A może wzdłuż Liwca do Urli? Od mostu na Liwcu koło Kamieńczyka doliną Liwca do przystanku PKP Urle (znaki żółte, 15,2 km). Szlak prowadzi wschodnim brzegiem rzeki, przez Nadkole i Koszelankę, po czym brzegiem zachodnim przez Puste Łąki i Nadliwie Został wyznakowany dla turystów pieszych, lecz jest w pełni przydatny dla rowerzystów. Po drodze mnóstwo osiedli letniskowych, trochę Liwca, miejscami niebrzydkie laski, kilka kilometrów asfaltowych dróg i sporo piachu. Jest też wiele miejsc atrakcyjnych dla krajoznawcy, więc nawet jeśli Czytelnik ich nie odwiedzi, warto o nich przeczytać w rozdziale Letniskowy Liwiec. Wzdłuż Liwca wiedzie też — nieco inną trasą — zielony okrężny szlak rowerowy, wyznakowany przez członków klubu „Wertepowiec" z Łochowa. Od stacji w Łochowie prowadzi przez Jasiorówkę, Jerzyska, Wywłokę i Szumin nad Bugiem do mostu na Liwcu koło Kamieńczyka, aby zachodnim brzegiem rzeki przez Loreto dotrzeć do Pustych Łąk, a stamtąd brzegiem wschodnim do Julina i Barchowa koło Urli i dalej do Łochowa przez Łopiankę. |