|
Parowy nad Wilżanką
Prawdziwy las, las jak malowanie...Drzewostany Puszczy Kamienieckiej z biegiem wieków uległy degradacji, zwłaszcza na terenach piaszczystych, łatwiej dostępnych, więc chętniej wyrębywanych. Rosnące na obszarach wilgotnych i torfowiskach drzewostany liściaste zachowały jeszcze miejscami znaczny stopień naturalności. Rzadziej penetrowane, są główną ostoją dziko żyjącego ptactwa i innych zwierząt. Nazwa Parowy jest na Mazowszu pospolita, również na zachód od Wisły, np. w Puszczy Kampinoskiej. Ludowe słowo „parowa" (a nie „parów") oznacza teren położony niżej, na którym długo utrzymuje się woda. Warto tu wspomnieć, że również popularne wczasowisko Urle nad Liwcem wzięło nazwę od gwarowego określenia miejsca niskiego i zabagnionego. Równie trafna jest nazwa strugi — Wilżanka. Na takich właśnie terenach, nad wodą, najchętniej przebywa żółto upierzona wilga, jeden z najbarwniejszych ptaków krajowych. Wilgę niełatwo zobaczyć, bo chociaż w ciągu dnia jest bardzo ruchliwa, ale niemal zawsze — jak na złość — kryje się w gęstwinie listowia. Znacznie częściej można usłyszeć bardzo charakterystyczny głos, słynne melodyjne i fletowe nawoływanie: „zofija, zofija". A że wilgi przylatują z ciepłych krajów jako ostatnie, często około świętej Zofii (15 maja), więc lud polski nazywa wilgę „zofija", w jej głosie nawoływania jakiejś Zofii się dopatrując. Są wilgi ptakami pochodzenia afrykańskiego i gdy zwiększa się wilgotność powietrza, zaczynają śpiewać. Wtedy po wsiach przepowiada się deszcz. Nie zawsze się to sprawdza, ale to inna historia. Las Parowy projektuje się objąć ochroną rezerwatową. Rosną tu lasy łęgowe, w których dominuje olsza czarna, a w domieszce liczne są brzozy, jesiony i świerki. Miejscami występują zespoły lasów gradowych ze starymi dębowymi przestojami. Utrzymują się tutaj łosie, dziki i sarny, bardzo wartościowa jest ornito-fauna z największym z polskich dzięciołów — dzięciołem czarnym oraz najrzadszym z nich — krętogłowem. Ornitolodzy odnotowali aż sześć gatunków sikor, wśród nich raniuszka. Jest nadobnie śpiewająca muchołówka żałobna, są pokrzywnica, kowalik i pełzacz leśny. W lasach ciągnących się od Wilżanki ku południowi w stronę Łochowa mają ostoje cietrzewie oraz dwa mocno tajemnicze ptaki: bocian czarny i słonka. Tajemnicza hajstra Hajstra to ludowa nazwa bociana czarnego, wielkiej ozdoby mazowieckich ostępów leśnych. Jest on krewniakiem popularnego bociana białego. Od tamtego nieco mniejszy, jest całkowicie czarny, z wyjątkiem białego brzucha. Barwa upierzenia to nie jedyna różnica. Są to dwa zupełnie odrębne gatunki o odmiennych cechach biologicznych. Na wiosnę bocian czarny wraca zazwyczaj o kilkanaście dni później od białego. Jesienią później odlatuje. Jest ptakiem skrytym, milczącym i płochliwym. W przeciwieństwie do krewniaka unika ludzkich osiedli. Bocian biały umieszcza gniazda na budynkach i rosnących przy nich drzewach, a ostatnio również — na własne nieszczęście — na słupach elektrycznych, natomiast czarny rzadko opuszcza las. Gniazduje zwykle w trudno dostępnym terenie, na bocznych konarach starych i wysokich drzew. Sąsiedztwa białego boćka unika, gdyż ten lubi go prześladować. Chyba najładniej położone gniazdo hajstry znajduje się w Puszczy Białej, w lasach nadleśnictwa Pułtusk, na chronionym jako pomnik przyrody potężnym dębie, który rośnie pośrodku bagiennej dolinki, wśród wysokich wydm będących ulubionym miejscem snu okolicznych łosi. Młode bocianięta przychodzą na świat w maju. Przy dobrej, słonecznej pogodzie i korzystnych prądach wznoszących hajstry wzbijają się wysoko w niebo i z wyraźną przyjemnością oddają lotom. Wprzód bawią się tak dorosłe ptaki, a gdy młode już umieją latać, rodzice zabierają je ze sobą i cała gromadka rozpoczyna kołowanie, lecąc coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie znika gdzieś wysoko ponad lasem. To wspaniały widok, dostarczający niezapomnianych wrażeń. Tym wspanialszy, iż nie co roku uda się trafić na właściwą pogodę, we właściwe miejsce i w odpowiedniej porze. Odchowawszy potomstwo, rodzice wyprowadzają się z gniazda, do którego młode jeszcze przez wiele dni powracają z łowów. W czasie tych przelotów na żerowisko i z powrotem, najłatwiej ptaki zobaczyć. Najłatwiej — to nie znaczy łatwo. Hajstra jest w gruncie rzeczy ptakiem niemal całkowicie nieznanym. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek wzdychał do niej jakiś poeta, aby pojawiała się na stronicach powieści lub aby ktoś ją malował. To bocian biały jest niekwestionowaną ptasią gwiazdą. O nim się mówi, jego się podziwia, obserwuje. Niektórym nawet podobno przynosi dzieci. Do czarnego przez wiele lat strzelali myśliwi i na początku XX wieku w Polsce prawie go nie było. Do dziś należy do gatunków rzadkich i zagrożonych, choć dzięki specjalnej trosce i ochronie jego populacja jest coraz liczniejsza w całym kraju. W całym Nadbużańskim Parku Krajobrazowym znajduje się kilkanaście gniazd czarnego bociana. W Puszczy Kamienieckiej gniazduje m.in. pod Sadownem i Czaplowizną, na Fideście i w lesie pomiędzy Łochowem, Nadkolem i Jerzyskami. Długodzioba czarodziejka Również słonka jest ptakiem tajemniczym. Ją jednak po wiele-kroć malowano i zatrudniali tym swój pędzel wybitni malarze. Pisano też o niej, wiele pięknych zdań poświęcili jej świetni literaci, w sławnej powieści Józefa Weyssenhoffa Soból i panna właśnie w trakcie polowania na słonki rozwija się flirt pary głównych bohaterów. Zwano słonkę czarodziejką długodziobą, a Julian Ejsmond wieczorne polowanie na słonki na wiosennym ciągu określił jako pierwszą miłosną schadzkę myśliwego z dziką przyrodą. Ci, którzy nie polują, rzadziej spotykają się ze słonkami i nie szukając tych spotkań, nie wiedzą, jak wiele tracą. „Ptak ten w Polsce posiada trzy nazwy: słomki, słonki i słąki. Pierwsza ma rzekomo pochodzić od wyrazu «słoma» i zdrobniała «słomka», do której jest podobny dziób ptaka i stąd nazwa, druga ma związek ze «słonkiem», po zachodzie którego i przed wschodem zwierzyna ta odbywa swoje ciągi, i wreszcie trzecia, stara nazwa, najmniej odpowiednia, wznowiona przez Jana Sztolcmana, pochodzi od «łąki», czyli jest to «ptak z łąki»".28 Najczęściej widuje się samce słonek w czasie lotów tokowych. W ciepłe i ciche wieczory, rzadziej o świcie, rozpoczyna się „ciąg" słonek. Samce oblatują swój teren, ciągnąc powoli i równomiernie nad wierzchołkami drzew, najchętniej wzdłuż leśnych duktów i nad strumieniami, trasą o kształcie trójkąta i długą na ok. 5 km. W czasie lotu wydają chrapliwy głos: „chru chru chru", przeplatany wysokim w tonie „psip". Specjaliści nie są pewni, czy ptaki chrapią dziobem, czy też w inny, mniej przyzwoity sposób. Po ciągu, na ziemi, odbywa się spotkanie z samicą i właściwy akt miłosny. Ptakiem rzadkim słonka nie jest, a jednak mało się o niej mówi. Nikt prócz myśliwych jej nie zauważa. Skądinąd bardzo się o to stara, prowadząc skryty tryb życia, i czyni to chyba słusznie, gdyż ma wielu wrogów, a najważniejszym z nich jest człowiek, który wycinając lasy, pozbawia ją naturalnych ostoi, a przede wszystkim — poluje na nią. „Ponieważ słonka nie dorównuje wagą gołębiowi domowemu, ubicie jej nie przynosi prawie żadnych zysków i myśliwi uprawiają polowanie na te ptaki jedynie ze względu na piękne przeżycia. Trzeba przyznać, że w cichy wieczór, bezpośrednio po zachodzie słońca, kiedy olchy przeglądają się w rozlanej wodzie, z daleka rozbrzmiewają pierwsze gwizdy kosa, ziemia pachnie, a lasem idzie pierwsze tchnienie wiosny, polowanie na słonki ma przedziwny urok".29 Wspominany już w tej książeczce poeta i bard myślistwa, Julian Ejsmond, pozostawił w polskiej literaturze najwspanialsze jak dotąd opisy spotkań ze słonkami. „Jeżeli spojrzymy wstecz na wspomnienia nasze z ciągów słonek, to zachwyci nas przede wszystkim muzyczne piękno tych wspomnień... Zięby, sikorki i drozdy śpiewaki żegnają pieśnią wieczorną słońce zachodzące za czarnemi borami. W gęstwinie drze się kraska, przelatując jak zielony duch leśny z drzewa na drzewo... Gdzieś w głębi puszczy szczeka zajadle urywanym głosem spłoszony kozioł... Powoli cienie poczynają gęstnieć w dole. Czuby olch pociemniały na purpurowym tle zachodniego nieba. Umilkła pieśń melodyjna drozda... Wielki żuk przeleciał z brzękiem huczącym... I oto nagle w borze powstał głos cichy i nieuchwytny, jak złudzenie... To słonka zachrapała... Z ponad lasu między czarnemi wierzchołkami drzew dość szybko przeleciał ptak długodzioby swoim lotem, jak duch… Kworr, kworr – pswt…’’. |