|
Wydmowy świat Pod względem morfologicznym okolica należy do najciekawszych na całym szlaku. Spotkamy pod Jerzyskami i Wywłoka wysokie, piaszczyste wydmy, wyerodowaną pośród nich dolinkę Strugi oraz rozległe torfowiska nad naturalnie meandrującym Bugiem. Czerwony szlak ukazuje wszystkie te krajobrazy. Przyjrzyjmy się im baczniej, poczynając od wydm, poprzez które prowadzi pierwsza część odcinka. Jak na nizinę różnice wysokości są tu wcale znaczne. Najwyższe wzniesienie liczy 116,5 m n.p.m. i góruje nad dolinką Strugi o 21,5 m, a nad doliną Bugu nawet o 26 m. Polska jest klasycznym krajem wydm śródlądowych, które zajmują znaczne obszary pradolin, lecz występują również na sandrowych równinach i nawet na piaszczystych wysoczyznach morenowych. Do najbardziej interesujących zespołów wydmowych należą wydmy mazowieckie. Są tak zrośnięte z podwarszawskim krajobrazem, że uchodzą wręcz za jego cechę charakterystyczną. Zasłużoną europejską sławą cieszy się świetnie zachowany zespół wydm w Kampinoskim Parku Narodowym. Wydmy te usypał wiatr pod koniec epoki lodowej (kilkanaście tysięcy lat temu) z piasku naniesionego przez gigantyczne rzeki, a utrwaliła je później roślinność. Przewyższają otaczający je teren nawet o 30 m, mają kształt łuków, rogalików, a także wałów wydmowych i długich, miniaturowych „grzbietów górskich". Wydmy Puszczy Kamienieckiej nie są tak wspaniałe, jak w Kampinosie i jest ich mniej, jednak i one zasługują na uwagę. Najbardziej typowe są tutaj wzniesienia w kształcie paraboli. Nachylenie ich odwietrznych zboczy wschodnich wynosi 20--30 stopni, a dowietrznych zboczy zachodnich 2-11 stopni. Pomiędzy ramionami paraboli znajduje się tak zwana misa deflacyjna, inaczej — misa wywiania, gdyż wał wydmy powstał z wywianego z niej piasku. Gdy wiatr zakończył usypywanie wydm, do pracy przystąpiła roślinność. Dzięki niej przetrwały. Wyrósł na nich dorodny las wielogatunkowy, w którym wcale nie dominowały sosny. Jeden z fragmentów do dziś nosi nazwę Dębowej Grzędy. Przypomina ona czas, gdy na wydmach szumiały dorodne drzewostany dębowe. Przepadły one jednak najpewniej już w pierwszej połowie XIX w. Jeden z niedobitków tamtej puszczy rośnie przy znakowanym szlaku i ma ponad 350 cm w pierśnicy. Gdy oglądamy dziś suche, ubogie bory sosnowe, niełatwo uwierzyć, że takich dębów rosły tu kiedyś dziesiątki. Grzędami w Puszczy Kamienieckiej i dalej na wschód, także wśród bagien biebrzańskich, nazywa się wydmowe grzbiety sąsiadujące z torfowiskami, które niby grzędy sterczą na równiną. W okolicy Sadownego istnieje pięknie zarysowana Kurza Grzęda, której nazwa jest zapewne wspomnieniem tokowiska od wielu, wielu lat nie widzianych tutaj głuszców. Poniżej wydm płynie wyerodowaną przed tysiącami lat dolinką Struga (fot. kolor. 8). Miejscami tworzy zakola z wcale wysokimi, podciętymi zboczami. Dzisiaj rzeczułka okresowo wysycha i tylko wczesną wiosną oraz po obfitych opadach niesie więcej wody. Z wiodącego wydmami szlaku widać wyraźnie gęstwę listowia drzew i krzewów podszycia towarzyszących sosnom w dolince. Mają tam dobre warunki bytowania dzięki większej wilgotności terenu. Tradycja miejsce to zowie Stawami. Czy próbowano tutaj spiętrzać Strugę dla napędzania młyńskich kół — nie wiadomo. Teren jest bardzo słabo zbadany, brak literatury, z której zazwyczaj korzystają autorzy przewodników. Można więc tylko snuć domysły... Jak to z bobrami było W 2003 r. do dolinki Strugi pod Jerzyskami przywędrowały bobry i zbudowały wysoką tamę nieco powyżej miejsca, w którym szlak czerwony zbiega z grzbietu wydmy, powracając na drogę wiodącą jarem. Stojąc w ciszy na tej drodze, można posłyszeć szum wody przelewającej się przez koronę tamy. To dobre miejsce, aby o bobrach opowiedzieć nieco obszerniej. Historia bobra w Polsce jest fascynująca. W średniowieczu bóbr był u nas zwierzęciem pospolitym. Zygmunt Gloger pisał: „Czacki przytacza rejestr, podany w r. 1229 przez Jaśka z Makowa Konradowi ks. mazowieckiemu, z którego widać, jak starannie prowadzone były bobrownie, czyli hodowla bobrów na Mazowszu w XIII wieku, i jak dobierano maść, czyli kolor futra przy rozpłodzie. Nad Narwią pod Pułtuskiem była osada gromadna czyli żeremia czarnych bobrów. Słynęły z obfitości bobrów gony na Mazowszu i Podlasiu". Pierwszym znanym nam zarządzeniem z dziedziny ochrony, przyrody w Polsce był zakaz polowania na bobry, wydany przez Bolesława Chrobrego w początku XI w. Wszystkie miejsca, w których znajdowała się większa ilość „gonów bobrowych", były strzeżone przez specjalnie do tego powołanych łowczych. Statut litewski z 1558 r. zabraniał „doorywać pola bliżej od żeremia jak kijem dorzucić, a jeśliby [kto] pod żeremia podorał, a tym bobry wygonił, ma płacić 12 rubli, a temu żeremiu dać pokój". Pomimo takiej ochrony liczba bobrów stale się zmniejszała. Na Mazowszu ostatni egzemplarz został ubity w 1835 r. w majątku Góra nad Narwią. Nieco wcześniej, w latach 1820-26, do aptek warszawskich dostarczono cztery bobry ubite poniżej Zegrza na Narwi. Przez około 150 lat nie było bobra na ziemi mazowieckiej, jeśli nie liczyć ogrodów zoologicznych. W 1919 r. bóbr europejski (Castor fiber) został wpisany na listę gatunków ginących. Dlaczego bobry wyginęły w Polsce? Zacznijmy od tego, że w przeciągu ostatnich dwustu lat w szybkim tempie poczęło ubywać terenów stosownych dla tego zwierzęcia. Zmniejszały się obszary podmokłe i bagienne, regulowano rzeczki i strumienie, wycinano nadrzeczne zadrzewienia dostarczające paszy dla bobrów. Główną przyczyną wyginięcia bobrów była jednak ich wartość użytkowa. Arystokracja polska chętnie nosiła kołpaki, czyli czapki z czarnego bobra. Bobrowe futro kosztuje niemało i dzisiaj: okaz średniej wielkości osiąga cenę przeszło tysiąca dolarów! Dawniej bardzo był poszukiwany strój bobrowy: lepka i gorzkawa wydzielina gruczołów z okolic odbytu, o dużej zawartości ciał aromatycznych. Odpowiednio spreparowana była uniwersalnym lekarstwem, do tego stopnia, że bobra zwano chodzącą apteką. Mięso bobrowe ma doskonały smak. Za szczególny rarytas uważano wątrobę i ogon, przerośnięty tkanką tłuszczową. Zabawne, że ten ostatni był uznawany za potrawę postną, jako „ogon rybi", który bóbr „rad miewa w wodzie częstokroć; ten ma smak osobliwy, więc w wierze chrześcijańskiej w post zażyć go może, albowiem część tego ogona stanie za rybę tłustą". Trzeba też wspomnieć, że bóbr był niegdyś związany z obrzędami religijnymi, np. plemiona germańskie składały z niego ofiarę bogom. Zęby powszechnie noszono jako amulety przeciw chorobom. W 1938 r. w Polsce notowano około 270 bobrów, wszystkie na wschodzie, w dorzeczu Niemna i Prypeci. Po II wojnie światowej większość bobrzych ostoi znalazła się poza granicami polskiego państwa, tylko kilkanaście przetrwało na Suwalszczyźnie. Także nad Pasłęką żyły bobry, lecz były to bobry kanadyjskie, pochodzące od osobników, które w 1926 r. uciekły pewnemu niemieckiemu hodowcy w Prusach Wschodnich. Pionierem ochrony i restytucji bobra był prof. August Dehmel (1903-62). Z jego m.in. inicjatywy w 1948 r. w zamian za żubry otrzymaliśmy dwanaście bobrów z ZSRR. Umieszczone w warszawskim ZOO i nadmiernie stłoczone, dotkliwie się pocięły. Przeżyły tylko dwa, które przeniesiono do specjalnego rezerwatu w Dolinie Radosnej w Oliwie. W 1949 r. cztery pary bobrów wpuszczono do fosy na terenie dawnych fortów w Osowcu nad Biebrzą. W tymże roku powołano pierwszy rezerwat bobrowy nad Wigrami, w Zatoce Harcerskiej. Wkrótce powstały następne. Mniej więcej w tym samym czasie do Polski zaczęły migrować bobry z terenów ZSRR: na rzekę Hwoźnę w Puszczy Białowieskiej, na Nietupę w Puszczy Knyszyńskiej, w okolice Srokowa na Mazurach. W 1974 r. Rada Ochrony Przyrody uchwaliła program ochrony bobra. Zakładał on introdukcję bobra w stosownych dla niego miejscach na terenie całego kraju. Na wpół uśpione dwu-trzy-letnie bobry wpuszczano do przygotowanych wcześniej nor lub domków pozbawionych otworów wejściowych. Po przyjściu do siebie zwierzęta, chcąc wydostać się na wolność, musiały ją sobie wygryźć. Tak m.in. introdukowano bobry na górskich potokach Bieszczadów i Beskidu Niskiego, a w 1980 r. na bagnach Puszczy Kampinoskiej. Z czasem bobry rozeszły się po całym kraju i czują się nadzwyczaj dobrze. W Polsce mieszka obecnie ponad 20 tysięcy osobników. Są one wielkimi dobroczyńcami środowiska. Odtwarzają korzystne warunki bytowania wielu cennych gatunków flory i fauny, np. wydry i ptactwa wodnego. Urozmaicają krajobraz, tworząc rozlewiska i jeziorka. Ich tamy hamują spływ wód roztopowych i opadowych oraz erozję gruntów przybrzeżnych, a w terenach podgórskich i wyżynnych tworzą naturalne zbiorniki retencyjne, ograniczając powodzie. Dzięki bobrom jest szansa na podwyższenie obniżającego się systematycznie od wielu lat poziomu wód gruntowych. Według głównego realizatora programu ochrony bobra, Wirgiliusza Żurowskiego z ośrodka PAN w Popielnie nad jeziorem Śniardwy, zwierzę to samą swoją obecnością znacznie podnosi wartość emocjonalną terenu. Można już śmiało powiedzieć, że bóbr został w Polsce uratowany, podobnie jak miało to miejsce poprzednio z żubrem i łosiem. Dzisiaj bobry są praktycznie wszędzie. Nawet w granicach Warszawy, gdzie bytuje około czterdziestu osobników. Ostatnio bobry stały się już problemem; wyrządzają szkody, podtapiając wiejskie zagrody, pola uprawne i drogi jezdne. Kilka informacji o życiu bobra Bóbr jest zwierzęciem ziemno-wodnym, największym z polskich gryzoni. Jego długość dochodzi do 100 cm (do tego ponad 30 cm ogona), a waga do 30 kg. Podobno rekordowy odnotowany egzemplarz ważył aż 50 kg. „Nie tylko waga bobra jest nietypowa dla gryzonia — pisze świetny znawca przyrody Adam Wajrak („Gazeta Wyborcza", 28 lutego 2002). — Dziwny jest też wygląd, a szczególnie dziwaczny jest ogon — spłaszczony i pokryty łuskami. To ster bobra. Za napęd w wodzie służą tylne kończyny, których palce spięte są błoną pławną. Bobry pływają z wynurzonym czubkiem głowy, aby móc bacznie obserwować okolicę i oddychać. Czasem jednak nurkują. Zwykle tylko na parę minut. W wodzie bobry są zwinne, ale po lądzie poruszają się bardzo niezdarnie, dlatego przebywanie poza wodą ograniczają do minimum. Na ląd wychodzą tylko po to, aby ściąć drzewo rosnące przy wodzie. Bo bobry bardzo lubią obgryzać świeże, cienkie, gałązki, a takie są w koronie drzewa. Ponieważ ciężko byłoby im przy takiej wadze wdrapywać się na wierzchołek, obgryzają wielkimi siekaczami pień dookoła, aż w końcu drzewo łamie się pod własnym ciężarem, a smakowite gałązki lądują w wodzie. (...) Zdarza się, że w rzeczkach lub kanałach, w których mieszkają bobry, woda jest za płytka. To nie jest bezpieczne. Wtedy bobry budują z gałęzi, mułu i trzciny tamy. W ten sposób podnoszą poziom wody. Kiedy zostanie zalany większy obszar, łatwiej jest transportować gałęzie. A poza tym woda zaleje wejścia do nor i domków, w których mieszkają bobrze rodzinki. A o to bobrom głównie chodzi. Bobrze domki nazywa się żeremiami. To takie olbrzymie kopce z mułu, sitowia i gałązek, z komorą mieszkalną w środku. Wejście znajduje się zawsze pod wodą, a mieszkanie jest zawsze powyżej jej poziomu. Żeby tam wejść, trzeba zanurkować. To tu mieszka bobrza mama i tata oraz dzieci z ostatnich dwóch lat, czyli cała bobrza rodzinka, mogąca liczyć czasami nawet 12 zwierząt. Kiedy w maju lub czerwcu rodzą się młode bobry i w mieszkanku robi się ciasno, najstarsze rodzeństwo wyrusza na poszukiwanie nowego miejsca dobrego do założenia żeremi". Spośród zwierząt zagrażają bobrom tylko wilk i ryś. Gorszym wrogiem jest człowiek. Widoczne w terenie tamy, żeremia i ślady cięcia drzew ułatwiają odnalezienie miejsca pobytu bobrów. Kłusowników nigdy nie brakowało i nie brakuje nadal. Znacznie szlachetniejszym zajęciem jest polowanie przy pomocy kamery lub zwykła obserwacja. Zobaczenie bobra „z marszu" jest praktycznie niemożliwe. Pamiętajmy, że bobry żerują nocą. W pełnym blasku dnia pokazują się rzadko i tylko wtedy, gdy nie są niepokojone. Bóbr ma równie słaby wzrok, jak dobry węch. Z wiatrem zwęszy człowieka z odległości trzystu kroków! Jeśli jednak ktoś stanie pod wiatr, w całkowitym bezruchu, to bóbr będzie wyczesywał futerko albo odzierał korę z gałęzi topoli o dwanaście kroków od obserwatora, całkowicie nieświadomy jego obecności. Przestępując do obserwacji, trzeba zachować ostrożność, by nie wypłoszyć zwierząt z ich siedliska. Zaczynamy od wytropienia bobrowych ścieżek, wiodących od wody na żerowisko, i odszukania „głównej jadalni", do której bobry znoszą gałęzie, by tam odzierać je z liści i kory. Następnie należy wybrać (i ewentualnie zamaskować) kilka stanowisk obserwacyjnych. Z którego z nich skorzystamy, to będzie zależało od kierunku wiatru. Niezbędna jest do tego wszystkiego prawdziwie indiańska cierpliwość i upór. Często można się pomylić i za bobra wziąć piżmaka, chociaż różnica w wielkości jest kolosalna. Najlepiej w kompletnej ciszy oczekiwać w wybranym miejscu na zmierzch albo przyjść na stanowisko tuż przed świtem. Właśnie o szarówce wieczornej i porannej szansę na zobaczenie bobra są największe. Przychodząc przed zmierzchem, zapewniamy sobie przewagę, gdyż nie płoszymy bobrów, które jeszcze przebywają w norach. Pamiętajmy: bezruch, cisza, zero tytoniu! Nagrodą może być niezrównany widok cicho płynącego bobra z gałązką w pyszczku. Czasem usłyszymy rozgłośny „strzał". To spłoszony bóbr klasnął mocno ogonem o powierzchnię wody, zanim dał nurka. Wtedy najczęściej można przerwać obserwację. Szybko bobry już się nie pokażą. Najłatwiej podejrzeć bobry jesienią, gdy intensywnie żerują, aby nagromadzić sobie tkankę tłuszczową na przeżycie zimy. Zabezpieczają się także w inny sposób. Ścięte gałęzie sobie tylko znanym sposobem przytwierdzają do dna, tworząc w ten sposób tzw. tratwy. Gdy lód zetnie wodę, bobry korzystają z tej podwodnej spiżarni. Czasem widuje się w lodzie bobrze przeręble, przez które zwierzęta wyruszają celem uzupełnienia zapasów. Jest sporo książek o bobrach, np. Sejdżio i jej bobry oraz Pielgrzymi puszczy Grey Owla, Nad rzeką bobrów Colliera. Warto je przeczytać. Są urocze i dostarczają ogromnej wiedzy o tych zwierzątach. Dolinka Strugi pod Jerzyskami ma wysokie brzegi, więc zwierzęta nie zbudowały tutaj domku bobrowego, czyli żeremia, lecz zamieszkały w wydrążonych przez siebie norach. Nie wiadomo, jak długo bobry tutaj pozostaną. Wszystko zależy od bazy paszowej, a z tą nie jest najlepiej. Bóbr konsumuje najchętniej gałązki osiki, topoli, wierzby i w ogóle drzew liściastych, a tutaj przeważają drzewa szpilkowe. Bobry zaczęły więc od ścinania dębów. Gdy ich zabraknie, zwierzęta opuszczą być może dolinkę i powędrują dalej. Autor tego przewodnika nie jest więc w stanie zagwarantować czytelnikowi, że bobry tu jeszcze zastanie. Ślady bobrzej działalności zobaczyć można jednak także w wielu innych miejscach na naszym szlaku, np. na brzegach Bugu w okolicach Szumina i nad starorzeczami koło Wywłoki. |